piątek, 14 listopada 2014

Ponowne zerwanie więzadeł krzyżowych przednich kolana

       Przeszedłem rekonstrukcje ACL i ponownie zerwałem wiązadła krzyżowe w operowanym kolanie. Właściwie to nie zerwałem wiązadła tylko imitujący je przeszczep wstawiony podczas operacji. Niestety powtórne zerwanie zdarza się często, zdecydowanie częściej niż byśmy się spodziewali i niż byśmy sobie tego życzyli. Czy bolało bardziej niż za pierwszym razem? Zdecydowanie tak! a to z jednej, prostej przyczyny - kiedy zrywasz więzadła po raz pierwszy pozostaje Ci nadzieja, że to tylko skręcenie kolana, że przejdzie, że tylko coś chrupnęło i będzie dobrze. Nawet po diagnozie łudzisz się, że szybko uporasz się z operacją i wrócisz do zdrowia. Masz nadzieję... taa... Za drugim razem sytuacja jest inna. Zostajesz obdarty z tej dziecięcej naiwności. Ja niemal od razu zdałem sobie sprawę z tego, co się właśnie stało. Wykrzywione kolano, trzask, ból... Poznałem ten ból. Już wiedziałem, że wszystko (operacja, rehabilitacja, fizjoterapia itd.) poszło na marne. Na dodatek byłem świadomy, przez co będę musiał znowu przechodzić... Jeśli znalazłeś się w takiej sytuacji i jesteś przygnębiony to uprzedzam, że dalsza część tego tekstu również nie będzie napawała optymizmem. Tym razem nie zamierzam głaskać Cię po jajach i mówić, że wszystko będzie dobrze. W zamian za to przedstawię szczerą prawdę, zgoda?

       Być może ciekawy jesteś, dlaczego

niedziela, 9 listopada 2014

Odpowiedzi na maile

Przedstawiam maila, którego jakiś czas temu otrzymałem od jednego z czytelników. Oczywiście tutaj wstawiam go anonimowo.

treść pytania:
"Witam
Mam pytanie do ciebie ale wcześniej opisze na szybko mój przypadek. 5 lat temu robione acl z łąkotką. Kolano super śmigało jak nowe. Do teraz. Na treningu przeskoczyło mi lekko do środka. Wizyta u ortopedy-więzadła całe, lekko uszkodzona łąkotka. Obecnie wracam do zdrowia i zastanawiam sie czemu uciekła ta noga. Moje pytanie: czy skorzystac z wizyty u fizjoterapeuty. Nigdy nie byłem. W blogu opisujesz i chwalisz. Dzieki za odp"

moja odpwiedź:
"Witam,
Powodów może być kilka. Noga mogła uciec bo mięsień czworogłowy i dwugłowy są słabe albo był to zwyczajny pech sytuacyjny, nie mający związku z przeżytą kontuzją. Być może wpływ na to przeskoczenie w kolanie miał niewykształcony w pełni zmysł równowagi, który po operacji acl wymaga całkowitej odbudowy. Wskutek tego odpowiednie mięśnie stabilizujące nie zdążyły napiąć się na czas. Tutaj moje pytajnie - czy podczas końcowej fazy rehabilitacji korzystałeś z ćwiczeń stabilizujących, np. przysiadów na specjalnych orbitkach? (coś w rodzaju płaskiej, okrągłej poduszki napełnionej powietrzem). Ćwiczy się w ten sposób balans na nierównej powierzchni.

Jeśli dalej odczuwasz ból, masz utrudnienia w chodzeniu lub kąt zgięcia i wyprostu nie jest pełny to wizytę u fizjoterapeuty zdecydowanie polecam. Fizjoterapeuta wykona drenaż limfatyczny, dzięki czemu wszelkie krwiaki zanikną i ulga będzie niemal natychmiastowa."

Zachęcam do częstszego zadawania pytań ;) Możesz je zadać za pomocą panelu znajdującego się w prawym pasku.

czwartek, 23 października 2014

Opis USG mojego kolana

        Zamieszczam zdjęcia oryginalnego opisu badania USG wykonanego na moim kolanie w stanie powtórnego zerwania wiązadła krzyżowego i urazu łąkotki. Badania wykonane w prywatnym gabinecie na terenie Krakowa.

piątek, 10 października 2014

Czy trzeba golić nogę przed operacją?

       Witajcie kochani, tęskniliście? Dostałem od jednego z czytelników dosyć nieśmiałe pytanie, a mianowicie: czy przed pójściem na operację kolana trzeba ogolić nogę? Oczywiście spieszę poinformować, że pytanie zadał mężczyzna. Moja odpowiedź to...

wtorek, 23 września 2014

jak chodzić z jedną kulą?!

       Zapamiętajcie to raz na zawsze. Oto jedyny prawidłowy sposób chodzenia z jedną kulą
       Trzymamy ją po stronie przeciwnej do kontuzjowanej nogi.

 
To Bardzo istotne. Zadaniem kuli jest częściowe przeniesienie ciężaru ciała z chorej nogi na kulę. Trzymanie kuli po stornie kontuzjowanego kolana zamiast odciążyć staw i ułatwić chodzenie, dodatkowo obciąży tę stronę ciała, którą chcemy oszczędzać. Efekt będzie więc odwrotny do zamierzonego.

sobota, 20 września 2014

Rozwijamy się!

       Z dnia na dzień strona wygląda coraz lepiej :) Mnóstwo nowości, a to dopiero początek! Jeśli chcesz być zawsze na bieżąco i nie wstydzisz się tego zrobić, polub stronę Takiekolano na facebooku - służy do tego specjalne pole, znajdujące się po prawej stronie. Dzięki temu nie przegapisz żadnego nowego posta!

       Nieśmiało wkraczam także na youtube.com z filmikami instruktażowymi, ćwiczeniami itp. Pierwszy z nich znajdziesz gdzieś na lewym pasku tej strony;). Możesz także przejść do mojego kanału z filmami klikając TUTAJ

Przygotuj swój dom na kontuzje kolana!

       Potrzeba jest matką wynalazku, prawda? Podobnie jest podczas kontuzji kolana. Utrudnienia w poruszaniu się zmuszają do wprowadzenia wielu udogodnień w otaczającej nas przestrzeni. Oczywiście niemożliwe jest nagłe przeniesienie naszego mieszkania z szóstego piętra na parter, ale róbmy to, co możemy, a na pewno drobne udogodnienia ułatwią nam życie z kontuzją. Bowiem powrót do pełnej sprawności to ciężki i wolno płynący czas przepełniony frustracją. Cóż... istotnie może nie umknąć Ci, że życie miewa gorzki smak. Dlatego trzeba będzie odpowiednio się przygotować. Zadbać trzeba również nasze bezpieczeństwo. Nie chcemy przecież przez zwykłą nieuwagę doprowadzić do nieszczęśliwych wypadków i ponownej operacji!

Poniżej przedstawiam sposoby na ułatwienie sobie życia podczas kontuzji kolana:

piątek, 19 września 2014

kontuzja mojego kolana, cz. XI - "wyjście ze szpitala po operacji"

       Powrotu ze szpitala do utęsknionego domu nie można porównać z niczym innym. Kto sam był, widział na własne oczy i przeżył na własnej skórze to wie, o czym mówię. Poprzednią część, w której opisywałem pobyt w szpitalu, znajdziesz tutaj. Znana anegdota głosi, że na pobyt w szpitalu trzeba mieć końskie zdrowie. Nie da się ukryć, że w tym stwierdzeniu jest wiele prawdy. Potwierdzą to nie tylko osoby po rekonstrukcji wiązadeł kolana, ale wszyscy pacjenci. Nie ma to jak zastąpić szpitalną pryczę własnym łóżkiem, a długich, szarych i ponurych korytarzy widokiem z domowego okna. Choćbyśmy trafili na najmilszy na świecie personel medyczny to i tak nie zastąpi nam on ciepła domowego ogniska, a szpitalne jedzenie... cóż. Pozostawię to bez komentarza, gdyż mógłby okazać się on niesmaczny.
      
       Wyjście ze szpitala jest procesem długim i skomplikowanym. Celowo użyłem tu słowa proces, gdyż właśnie z tym rzeczownikiem kojarzą mi się wszystkie procedury, które musimy przejść. Listę dokumentów, które musisz mieć podczas wyjścia, opiszę poniżej. Na razie zacznijmy od początku, a początek jest niewinny. Z samego rana, jak co dzień przed godziną ósmą, rozpoczyna się obchód. Ogląda nas nieliczna grupa lekarzy w towarzystwie bardzo licznej grupy stażystów - młodych wilków, aspirujących na bycie lekarzami. Ciekawość tych drugich nie ma granic. Sprawiają wrażenie osób, które z przyjemnością zajrzą w każdy otwór Twego ciała, licząc na to, że odnajdą tam jakąś praktyczną wiedzę. Oj bardzo się mylą. Podczas badania jednemu z doktorów może wpaść do głowy myśl typu: "zdrowyś już, idź do domu" - to właśnie początek naszej drogi, która będzie oznaczała także...

Mały jubileusz ;)

Miło jest mi poinformować, a właściwie pochwalić się tym, że tematem kontuzji kolana zainteresowało się już ponad 2 tysiące osób ! Taka ilość czytelników to dla mnie sukces i mobilizacja do dalszego pomagania wszystkim kontuzjowanym, którzy tego chcą ;)

czwartek, 11 września 2014

Test na sprawność wiązadła krzyżowego

Miło jest mi poinformować, że nagrałem krótki filmik. Prosiliście mnie w wiadomościach o pokazanie, jak w domowym zaciszu samemu sprawdzić czy kolano jest stabilne, a tym samym czy wiązadło krzyżowe przednie spełnia swoją funkcję. Miłego oglądania!
       PS to mój pierwszy filmik, więc proszę o wyrozumiałość;)

niedziela, 7 września 2014

kontuzja mojego kolana, cz. X - "pierwsze kroki po operacji kolana"

       Witajcie! W poprzedniej części moich przygód z kolanem (znajdziesz go tutaj) bardzo dokładnie opisałem Wam, jak wygląda operacja kolana oraz cała otoczka szpitalnego życia. Teraz postanowiłem poniekąd kontynuować ten wątek, naciskając jednak szczególny nacisk na to, co dzieje się już po rekonstrukcji ACL, ale jeszcze w budynku szpitala. Będziecie zaskoczeni!

       Jeszcze przez pewien czas po operacji jesteśmy podłączeni do kroplówki, dzięki której nie odczuwamy żadnego bólu. Kroplówka nie utrudnia nam chodzenia, ponieważ i tak nie możemy ani na krok opuścić swojego łóżka. Dzieje się tak za sprawą drenów, które znajdują się wewnątrz naszego opuchniętego do wielkości głowy kolana. Dreny to takie zmyślne urządzonko - z około czterech otworów powstałych w naszym kolanie podczas operacji, wystają rureczki, które odprowadzają krew na zewnątrz, do specjalnych zbiorniczków. Nie możemy więc stanąć na nogach, a nawet opuścić ich w dół - ciągle leżymy. Sprawy fizjologiczne, nie ma uproś, załatwiamy do kaczki. Dopiero dzień po operacji, koło południa, dreny zostają nam wyciągnięte. Pytacie o uczucie towarzyszące wyciąganiu drenów? Cóż, mówiąc dosadnie, najdziwniejsze w moim życiu, a to dlatego, że...

niedziela, 31 sierpnia 2014

Co zabrać do szpitala? - niezbędne rzeczy!

       W szpitalu spędzimy kilka dni. Jeden dzień przed operacją oraz dwa/trzy dni po operacji. Warto wcześniej zaopatrzyć się w kilka przedmiotów, które ułatwią spędzenie tam czasu.
       Oto najpotrzebniejsze rzeczy, które musisz zabrać ze sobą do szpitala, gdyż będą niezbędne (a nie dostaniesz ich w placówce!):

piątek, 29 sierpnia 2014

Ulepszenia ulepszenia - idzie nowe :)

Miło jest mi poinformować, że od teraz możecie polubić mojego bloga na facebooku! Służy do tego specjalny przycisk po prawej stronie. Zachęcam także do udostępniania swoim znajomym tej strony. Im nas więcej, tym weselej!
Dodałem również formularz kontaktowy, dzięki któremu możesz napisać do mnie mail'a z jakimś pytaniem. Służę pomocą ;)

kontuzja mojego kolana, cz. IX - "szpital, rekonstrukcja ACL kolana lewego"

       Witajcie;) dzisiaj opowiem Wam, ile trwa i jak dokładnie wygląda pobyt w szpitalu przed operacją kolana oraz tuż po niej. Dam również kilka rad, czego się wystrzegać w publicznych szpitalach. Ogólnie mówiąc, jak maksymalnie wykorzystać czas spędzony w szpitalu, zadbać o swój tyłek i unikać nieprzyjemności. W poprzedniej części (znajdziesz ją tutaj) zwracałem uwagę na rehabilitację przedoperacyjną. Teraz przedstawię, jak wygląda pobyt w szpitalu oraz emocje, towarzyszące tuż przed operacją i po operacji. Zacznijmy jednak od początku...

       Składając w szpitalu kilka miesięcy wcześniej dokumenty kwalifikujące nas na operację kolana, czyli całą dokumentację medyczną na temat urazu oraz skierowanie na operację (wypisane przez lekarza - najlepiej tego, który będzie przeprowadzał operację), dowiadujemy się o dokładnym terminie, w jakim musimy stawić się na oddziale ortopedii. W moim przypadku podana była nawet godzina, o której musiałem przyjechać. Stawiłem się o godzinie ósmej rano. Zgodnie z zaleceniem byłem na czczo. Czekało mnie kilka papierkowych załatwień, po czym pokazano mi moje łóżko. Na sali miałem dwóch sąsiadów, którzy byli już po operacji. Dzięki temu dowiedziałem się, jak ciężki będzie mój stan po zabiegu i mogłem się zawczasu na to jak najlepiej przygotować.
Rozpakowałem swoje rzeczy - nawet nie domyślasz się, co okazuje się niezbędne w szpitalu! Informację o tym, co należy zabrać do szpitala, znajdziesz tutaj.
      
       Ponudziłem się chwilę i zostałem wezwany na badania. Pobrano mi krew, zmierzono temperaturę, zrobiono zastrzyk w brzuch - był to lek przeciwzakrzepowy i powiedziano, że teraz mogę coś zjeść - będzie to mój ostatni posiłek przed operacją. Była to pora obiadowa, więc jak każdemu pacjentowi, mi też przysługiwał darmowy szpitalny obiad. Grzecznie odmówiłem i skierowałem swoje kroki do szpitalnej stołówki/bufetu. Takiej, w której jedzą obiady lekarze. Myślę, że znajdziemy taką na terenie każdego szpitala. Oczywiście za ten obiad musiałem zapłacić, ale za to wybrałem dowolne danie, które było o niebo smaczniejsze i większe, niż darmowe obiadki dla pacjentów szpitala.

       Kiedy wróciłem na swoje łóżko, niemal natychmiast zostałem wezwany na...

czwartek, 28 sierpnia 2014

kontuzja mojego kolana, cz. VIII - "rehabilitacja PRZED operacją? Tak!"

       Jak już dowiedzieliście się z poprzedniej części (znajdziesz ją tutaj), udało mi się załatwić operację kolana refundowaną przez służbę zdrowia, na dodatek u wspaniałego specjalisty, ordynatora oddziału ortopedycznego jednego ze szpitali, cieszących się dobrą opinią - swoją drogą jakże niewiele jest takich... Oczywiście wiązało się to, jak na polskie warunki przystało, z kilkumiesięcznym oczekiwaniem na zabieg. Chcąc być precyzyjnym powiem, że czekałem około 5 miesięcy - długo, ale pewnych rzeczy nie da się niestety obejść. Kasa albo czekanie. Ja zostałem zmuszony wybrać drugą opcje. Ten okres rekompensowała mi myśl, że zajmie się mną wybitny specjalista.

       Czas przed rekonstrukcją więzadeł krzyżowych przednich mojego kolana zdawał się chwilami stawać w miejscu. Serio, miesiące spędzone na niecierpliwym wyczekiwaniu upływały bardzo wolno. Przypomnę Wam, że przed kontuzją byłem piłkarzem, bez nieszczerej skromności powiem, że bardzo dobrze zapowiadającym się młodym piłkarzem. Chciałem więc jak najszybciej powrócić do treningów. Szczęście w nieszczęściu, że rehabilitacja pomagała mi w jakimś stopniu zwalczyć problem bardzo dłużącego się czasu. Chwileczkę... Jak to rehabilitacja?! Przed operacją?! Oczywiście, że tak! Nic mi się nie pomyliło. Rehabilitacja przedoperacyjna jest równie ważna co ta, którą zajmiesz się po operacji. Uwierz mi, że należy się do niej przyłożyć, a dzięki temu później będzie luźniej;) Mówiąc później mam na myśli czas po operacji, kiedy to intensywność wymaganych od Ciebie ćwiczeń nie raz spędzi Ci sen z powiek, dosłownie!

       Teraz powiem Ci coś, czego raczej nie usłyszysz od większości lekarzy. Coś, czego mnie nikt w porę nie powiedział, a do dziś żałuję, że nie miałem o tym pojęcia. Otóż...

środa, 27 sierpnia 2014

kontuzja mojego kolana, cz. VII - "operacja kolana na fundusz, ale wcześniej wizyta prywatnie!"

       Witajcie, co u Was słychać? ;) Tak jak mówiłem w poprzedniej części moich przygód z kolanem (znajdziesz ją tutaj), tym razem przedstawię historię o tym, jakim cudem udało mi się być operowanym przez znakomitego ortopedę, a jednocześnie cudownego człowieka i nie zapłacić za to majątku, a właściwie to nic nie zapłacić! Jak zapewne już się zorientowaliście, szpitalni lekarze nie są wirtuozami skalpela, a koszt operacji kolana w prywatnym szpitalu jest wysoki. Szczerze mówiąc to jest bardzo drogo. Im lepszy specjalista, tym lepiej zarabia. Czysta logika.

       Zdarzają się jednak cudy takie, jakiego doświadczyłem ja;) Postaram się opowiedzieć o tym i pomóc także Wam odnaleźć odpowiednich lekarzy, za których usługi nie będziecie musieli płacić z własnej kieszeni, bo operacja zostanie sfinalizowana przez NFZ. Być może powiesz mi, że dobrzy lekarze przyjmują również w szpitalach publicznych, gdzie za wizytę nie trzeba płacić, ale kolejki do nich sięgają nawet kilka lat! Oczywiście masz rację! Utalentowany doktor, przyjmujący w publicznym szpitalu, jest wyjątkowo oblegany przez pacjentów. Ciężko "dobić się do jego gabinetu" bo najpierw potrzebne jest skierowanie od lekarza pierwszego kontaktu, następnie zarejestrowanie się na wizytę przez uprzednie udanie się do kolejki, która utworzyła się już na poziomie rejestrowania się do lekarza, a następnie grzeczne ustawienie się w kolejce do gabinetu doktora, która zdaje się nie mieć końca, gdyż niektórzy ludzie wyczekują przed gabinetem owego lekarza nawet 6 godzin przed rozpoczęciem jego dyżuru! Zaczynają się przepychanki słowne, a czasem nawet fizyczne. W kolejce słychać międzyludzkie szepty znane z czasów komunizmu - "pan tu nie stał", "ja wejde przed ponem, bo się tylko o coś zapytam doktóra".

       Wielu z ludzi oczekujących w kolejce próbuje być cwana i wcale nie rejestruje się na wizytę, unikając tym samym stania w kolejce do rejestracji. Liczą później na litość lekarza, który i tak ich przyjmie. Przez takie działania my sami możemy nie zostać przyjęci przez lekarza, pomimo że przyjechaliśmy, czekaliśmy, zarejestrowaliśmy, znów czekaliśmy. Sam byłem świadkiem sytuacji, gdy bardzo wzięty lekarz skończył dyżur i wychodził z gabinetu oświadczając nadal liczącym na wizytę u niego pacjentom, że teraz przez kilka godzin dyżur będzie miał inny lekarz - ludzie słysząc to w jednej chwili się rozeszli, a nowo przybyły na dyżur lekarz nie miał ani jednego pacjenta. Wszyscy woleli przyjść za tydzień do swojego wymarzonego doktora. Tak, to nie pomyłka, za tydzień! Następną okazję na wizytę u naszego wspaniałego doktora będziemy mieli równo za tydzień, gdyż najczęściej wygląda to tak, że najlepszy doktor dyżuruje w szpitalu tylko raz w tygodniu. W takim przypadku jesteśmy wykończeni psychicznie i fizycznie (pamiętajmy, że nasze kolano ciągle boli, utrudnia poruszanie się, a w poczekalni przed gabinetem może nie znaleźć się życzliwej osoby, która ustąpi miejsca siedzącego...). Nie jest to wina lekarza. Taki ma plan dnia i nic na to nie poradzi. To dlatego, że doktor ma na przyjęcie pacjentów np. tylko 5 godzin - później musi udać się na blok operacyjny, gdzie wykonuje artroskopie kolana, rekonstrukcje ACL więzadeł krzyżowych przednich, szyje łąkotki, itd. Aby uniknąć takich sytuacji radzę...

wtorek, 26 sierpnia 2014

kontuzja mojego kolana, cz. VI - "wizyta u fizjoterapeuty, to się opłaca!"

       Witajcie;) Punktualnie melduje się z nowym postem, który będzie kontynuacją opowieści o przebiegu i leczeniu mojego kolana (poprzednią część znajdziesz tutaj). Zgodnie z obietnicą, opowiem o mojej wizycie u fizjoterapeuty. Oczywiście w prywatnym gabinecie...

       Wielu z Was być może ciekawi fakt, że skoro już podjąłem się leczenia prywatnego, to dlaczego swoje kroki skierowałem najpierw do prywatnego gabinetu fizjoterapii, a nie do prywatnego gabinetu jakiegoś ortopedy? Spieszę z wyjaśnieniami. Powodów takiego przebiegu sprawy jest przynajmniej kilka. Przede wszystkim jednak chodziło o to, że tego fizjoterapeutę praktycznie wszyscy moi znajomi chwalili i polecali, a nie miałem jeszcze takiego rozeznania wśród lekarzy ortopedów. Można powiedzieć, że o kilku doktorach usłyszałem opinie całkowicie przeciwne od pozytywnych. O wielu z nich słyszałem, że w swoich prywatnych gabinetach nie zajmują się sumiennie pacjentami i wszelką opiekę czy diagnozę zlecają swoim pracownikom (mniej znanym ortopedom), a sami traktują swój gabinet, jak firmę, w której są prezesami i nie podejmują się bezpośredniego kontaktu z pacjentami. Kolejnym powodem jest fakt, że fizjoterapeuta przeprowadza od razu zabiegi (masaże, drenaże limfatyczne), które niesamowicie poprawiają stan kolana.

       DOBRY fizjoterapeuta jest w stanie poprawić kąt zgięcia i wyprost, za pomocą poprawy krążenia zlikwidować opuchliznę (oczywiście nie całą, nie od razu), pozbyć się krwiaków, które wystąpiły w kolanie wskutek urazu, a także zmniejszyć ból, bo przecież bardzo często się pojawia i nam towarzyszy. Może również podjąć się wstępnej diagnozy, ponieważ doskonale wie, w jaki sposób zmienia się styl i zakres ruchu kolana w przypadku zerwania któregoś z wiązadeł, a przypominam, że jest ich wiele w naszym kolanie. Tłumaczy i prezentuje, jak tymczasowo się poruszać, aby unikać nadwyrężania stawu kolanowego, a także biodrowego! Być może to niespodzianka dla wielu z Was, ale jeśli nie zadbamy o odpowiedni sposób poruszania się (nawet o kulach) przy kontuzji kolana, możemy uszkodzić sobie biodro, albo po kilku latach przypomni ono o sobie poprzez objawy zwyrodnienia stawu. Fizjoterapeuta wstępnie wyjaśnia, czego należy się spodziewać, jak prawdopodobnie będzie wyglądało nasze dalsze leczenie. Obrazuje całą sytuację, tłumaczy budowę kolana, chrząstek, powie dlaczego i skąd wzięły się krwiaki, które są odpowiedzialne za blokowanie ruchu kolana i wywoływanie bólu przy poruszaniu nim. Jednak poza tymi oczywistymi korzyściami, płynącymi z wizyty u fizjoterapeuty, jest jeszcze jedna, wydaje mi się najważniejsza dla nas sprawa, która w sposób najbardziej dotkliwy odbije się pozytywnie na naszym przyszłym zdrowiu. Mianowicie chodzi o to, że...

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

kontuzja mojego kolana, cz. V - "gips panu szkodzi! zdjąć go natychmiast!"

       Zapinamy pasy i startujemy z kolejną, tym razem poniekąd szczęśliwą odsłonę przygody z moim kolanem, jednak równie bolesną co w poprzedniej części (znajdziesz ją tutaj). Moje szczęście polegało na tym, że trafiłem na wyjątkowo ciepłych i życzliwych ludzi w moim klubie sportowym. To oni pomogli mi dostać się do bardzo dobrego, bardzo obleganego i... bardzo drogiego fizjoterapeuty. Okazały się to najlepiej wydane pieniądze w moim życiu, ale o tym później.

       Przyjmował on jedynie w swoim prywatnym gabinecie, gdzie chociaż za wizytę trzeba było słono zapłacić to czas oczekiwania był, jak na prywatne wizyty, zaskakująco długi. Spowodowane było to bardzo dużą ilością pacjentów, którzy zamiast dostać się od razu do innego fizjoterapeuty, woleli zapisać się na wizytę tutaj i czekać na nią nawet trzy tygodnie. Wynikało to również z sumienności samego fizjoterapeuty, który na jednego pacjenta poświęcał stosunkowo dużo czasu, nieco ponad godzinę. 

       Dzięki staraniom mojego trenera, jak również wspaniałego kierownika drużyny, udało się załatwić wizytę po dwóch dniach, czyli na wtorek (w sobote mecz i kontuzja, w niedziele wizyta w szpitalu, wtorek fizjoterapeuta). Co ciekawe i wydaje mi się, że niesamowicie istotne dla mojego zdrowia, fizjoterapeuta zadzwonił do mnie w poniedziałek, czyli dzień przed wizytą i nakazał mi natychmiastowe...

sobota, 23 sierpnia 2014

kontuzja mojego kolana, cz. IV - "skandaliczne zakładanie gipsu"

       Obiecany wcześniej (poprzednia część tutaj) bardzo dokładny opis zakładania gipsu na moje biedne kolano. Pan zakładający mi owy gips był przy tym mówiąc kulturalnie - niesamowicie niedelikatny. Leżałem na plecach i czekałem chwile, sam przy tym nie rozumiejąc, czemu oczekiwałem jak na ścięcie. Dziwna intuicja okazała się nieomylna. Zaczęło się... Istna tragedia! Byłem tak szarpany na wszystkie strony, że leżąc na łóżku o mało z niego nie spadłem, a nieuprzejmy pan starał się wyprostować moje kolano, wciskając je ciężarem...